Wilhelm Dębicki
30-017 Kraków
Poland

Spadek Teksaski

Mit, czy sprawa do pozytywnego załatwienia ?

Dokonując przeglądu sieci internetowej natknąłem sie na dwa artykuły i na kilka wypowiedzi dotyczących t. zw."spadku teksaskiego". należałoby się więc tylko cieszyć z tego, że wreszcie sprawa tego spadku została zauważona i w internecie. oba artykuły są bogato podbudowane faktograficznie i z tego choćby względu należy wyrazić podziękowanie panu L.Cieśli i pani Iwanie Sinkiewicz za to, że sięgnęli do tej formy publikacji.

Co do mnie, to pomimo tego, że w swym artykule p.tyt."Czy wchodzimy w trzecie tysiąclecie ery chrześcijańskiej z tomahawkiem w ręku, czy też z fajką pokoju?" opublikowanym na stronie http://wdebicki.w.interia.pl/2005-09-14 (dnia 14.09.2005 r) zastrzegałem się, ze chwilowo wstrzymuję sie od wypowiedzi na temat "spadku teksaskiego"- to jednak na apel w/w autorów: "dodaj swój komentarz do artykułu" odpowiadam. A czynię to głównie z powodu tego, że autorzy w/w artykułów, pośród osób ubiegających się o ten spadek wymienili i moje nazwisko.

To prawda, że ja już od 1935 r tą sprawą się interesowałem, ale jak dotychczas nie brałem udziału w żadnym Zjeździe Rodzin Dębickich, ani też nie związałem się z żadną kancelarią adwokacką, i to pomimo tego, że z taką propozycją, m.inn. zwrócił się do mnie i pan mec.Władysław Ryńca z Warszawy.

Cała moja dotychczasowa działalność w sprawie tego spadku miała charakter polemiczny z różnymi próbami jego rozwiązania, bez uciekania się do pomocy adwokatów i sądów. Byłem i jestem nadal przekonany, że wszelkie próby pojedynczych podmiotów ( Dębickich czy ich rodzinnych klanów) nie są w stanie zmusić USA (Teksas) do wywiązania się z tak olbrzymiego zobowiązania ( wartości od 4,5 do 40 miliardów dolarów) bez jakiegoś korzystnego dla siebie układu z państwem, będącym ojczyzną podmiotu roszczeniowego.

A tymczasem tak się składa, że zarówno USA (Teksas) jak i Polska nie tylko nie podejmują żadnych w tym kierunku kroków, ale nawet nie wykazują żadnego zainteresowania tą sprawą. Ale z drugiej strony, chcę także podkreślić, że nie należy przywiązywać zbytniej wagi do zapewnień adwokatów, że wystarczy tylko przedstawić odpowiednie dokumenty potwierdzające taki czy inny stopień pokrewieństwa z L.N.Dębickim i "sprawa jest do załatwienia". O ile mi wiadomo, takich prób było wiele i wszystkie kończyły się fiaskiem dla Dębickich. Stąd moje starania o rozwiązanie tej sprawy zmierzały do zainteresowania nią władz Polski i USA, a więc odpowiednie nagłośnienie w mas mediach oraz listy do prezydentów USA i Polski oraz innych V.I.P.

W swych zbiorach posiadam odpowiednie odpisy tych pism i odpisy odpowiedzi.

Ale ad rem. W połowie lipca 1994 r otrzymałem list od dyrektora Departamentu Konsularnego i Wychodźstwa pana Tomasza Lisa, następującej treści:"sprawa była przedmiotem wieloletnich badań polskich urzędów konsularnych w USA. Należy ona do tak zwanych spadków mitycznych... Nie stwierdzono, aby po Ludwiku Napoleonie Dębickim pozostał spadek, który mógłby być przedmiotem dziedziczenia. Badający sprawę adwokaci polskich urzędów konsularnych wyjaśniali, ze nie ma żadnych szans na odzyskanie tytułu własności lub jakiejkolwiek należności w innej formie. Wznawianie badań kosztowałoby dziesiątki tysięcy dolarów bez jakichkolwiek gwarancji uzyskania ich zwrotu... Realność wykazania, ze spadek istnieje jest praktycznie żadna. Polskie urzędy konsularne w USA nie mają możliwości, ani środków pozwalających na kontynuowanie tej sprawy. Osoby zainteresowane mogą natomiast prowadzić dalsze wyjaśnienia na własny koszt".

A więc stanowisko strony polskiej jest dostatecznie wyjaśnione. A jak wygląda to od strony USA? Ale tu sprawa nie jest tak jasna. 16 maja 2000 r. Wysłałem list do ówczesnego Gubernatora Teksasu Georga Dablju Busha. Wyjątek z jego tekstu cytuję :" Panie Gubernatorze, jest Pan od 1994 r. Gubernatorem Stanu Teksas i ze względu na swe rodzinne tradycje zna Pan jak nikt inny prawa rządzone nie tylko USA, ale przede wszystkim prawa tradycje i zwyczaje Stanu Teksas. Dlatego właśnie Pana chcę prosić o zajęcie się sprawą, z którą od przeszło stu lat nie mogą sobie poradzić rządy Polski i USA. Jest to sprawa t.zw."spadku teksaskiego" . W telegraficznym skrócie przedmiotowa sprawa przedstawia się następująco :

Ludwik Napoleon Dębicki, uczestnik Powstania Listopadowego w Polsce w 1830 r poległ bohaterską śmiercią 27 marca 1836 r pod Goliat w bitwie o wolność Teksasu. Niezależna już Republika Teksasu, w uznaniu jego zasług, aktem z maja 1856 r nadała jego spadkobiercom ponad 16 km2 (4036 akrów) ziemi rozmieszczonych w 7 hrabstwach Stanu Teksas. W roku 1876 na tych właśnie działkach odkryto olbrzymie złoża ropy naftowej. Dzisiaj kilkadziesiąt odwiertów naftowych, zlokalizowanych na tych właśnie działkach- eksploatują m.inn. Koncerny EXXO Oil, Shel oraz State Oil. Według dostępnych mi informacji, areał ziemi przyznany niegdyś spadkobiercom L.N.Dębickiego, jest obecnie prawie w 80% eksploatowany przez koncerny naftowe, które tylko z tytułu dzierżawy tych gruntów wpłacają do budżetu Stanu Teksas poważne kwoty pieniężne. Z interpretacji artykułów 55-57 kodeksu cywilnego Stanu Teksas wynika, że dopóki spadkobiercy nie otrzymali t.zw. "headright certeficate"- to jest zawiadomienia o wakującym spadku, sprawa jest w toku, nie ulega przedawnieniu i to mimo upływu przeszło 100 lat. Jak wiadomo, nikt z ewentualnych spadkobierców L.N. Dębickiego takiego zawiadomienia nie otrzymał. Te i inne fakty zdają się świadczyć, że ziemie te nadal należą do Stanu Teksas, a co za tym idzie, sprawa tak.zw."spadku teksaskiego" jest nadal otwarta i może być w taki czy inny sposób rozwiązana. Ale zanim mogłoby to nastąpić, należałoby ustalić w sposób nie budzący wątpliwości wszystkie zaszłości, jakie miały miejsce na tym spornym terenie od 1856 r. po dzień dzisiejszy, a w szczególności stwierdzić :

  1. czy areał ziemi, nadany spadkobiercom L.N.Dębickiego, jest obecnie użytkowany (eksploatowany) przez osoby fizyczne, z tytułu rzeczywistego czy domniemanego pokrewieństwa z L.N.Dębickim, czy też z tytułu kupna, czy z tytułu dzierżawy,
  2. czy też areał ten jest obecnie użytkowany przez instytucje, takie jak koncerny naftowe, względnie inne podmioty prawne, legitymujące się aktem własności, czy też z mocy dzierżawy.

Dopiero takie rozeznanie dałoby możliwość wyceny wartości całego spornego areału ziemi i wykazania udziału w niej poszczególnych podmiotów eksploatujących obecnie te tereny. I to byłoby dopiero punktem wyjścia do rozpatrzenia proponowanego przeze mnie sposobu rozwiązania tej sprawy. Panie Gubernatorze, tylko Pan dysponuje odpowiednią kadrą ludzi, którzy mogliby podjąć ciężar dogłębnego zbadania tej sprawy; nie posiadają takiej możliwości nie tylko rodziny Dębickich, ale nawet, jak wynika z załączonych materiałów i państwo Polskie. I właśnie dlatego apeluję do Pana Panie Gubernatorze, o zainteresowanie się tą sprawą.

Jak już zaznaczyłem, sprawa ta ciągnie się już od dziesiątków lat, a im dalej od daty jej zaistnienia, tym bardziej się komplikuje i tym mniej jest szans na jej jakieś racjonalne rozwiązanie. Sprawa dotyczy bowiem przedmiotu spadku, który w momencie jej zaistnienia miał, załóżmy, wartość niewielką, a dzisiaj jest to wartość, którą w kategoriach finansowych bardzo trudno ustalić i może się ona wahać od jednego do kilkudziesięciu miliardów dolarów. W dodatku należy podkreślić, że dzisiaj do tego spadku pretenduje kilkaset osób, tak czy inaczej spokrewnionych z L.N.Dębickim. Jak z tego wynika, sprawa tego spadku swym charakterem odbiega od t.zw. normalnych spraw spadkowych i choćby z tego tylko powodu wymaga innego niż tradycyjnego do niego podejścia.

Już od szeregu lat w swych wypowiedziach prasowych reprezentuję pogląd, że dochodzenie do tego spadku drogą procesów sądowych nie jest właściwym sposobem jej rozwiązania. Według mnie, sposób dochodzenia do tego spadku winien ulec radykalnej przemianie i ze sprawy cywilno-prawnej winien przekształcić się w sprawę międzypaństwową o charakterze politycznym i w tym kontekście należy poszukiwać dróg i sposobów jej ostatecznego rozwiązania. Czy takie rozwiązanie jest możliwe i czy w dotychczasowej historii międzypaństwowych stosunków było już kiedyś i gdzieś zastosowane? Wydaje mi się, że tak. Powołuję się tutaj na historię Fundacji"Polsko-Niemieckie Pojednanie"

W kwietniu 1989 r. premier polski Tadeusz Mazowiecki wynegocjował z rządem Republiki Federalnej Niemiec powołanie Fundacji "Polsko-Niemieckie Pojednanie", która miała się zająć sprawą odszkodowania za przymusową i niewolniczą pracę Polaków w III Rzeszy Niemieckiej w latach 1939-1945. Na skutek olbrzymiego nagłośnienia tej sprawy w mediach całego świata, a w tym także i Polonii Amerykańskiej i w wyniku negocjacji obu zainteresowanych państw-początkowe założenia i zakres tego Funduszu (obecnie obejmuje niemal cały świat) uległy modyfikacji i ostatecznie doprowadziły do obecnej jego postaci. I chociaż nie jest to w pełni zadowalające rozwiązanie, to jednak stanowi jakieś możliwe do przyjęcia zadośćuczynienie dla osób represjonowanych przez III Rzeszę. Abstrahując od wszelkich analogii natury polityczno-prawnej i moralnej oraz ograniczając się tylko do analizy strony organizacyjnej powstałej instytucji, należy stwierdzić, że u podstaw jej powstania leżały niechęć RFN do uznania swej odpowiedzialności za zbrodnie hitlerowców, dokonanych na Polakach, jak i sprzeciw wobec ich indywidualnego dochodzenia do odszkodowań na drodze sądowej.

Istnieje więc pewne sytuacyjne podobieństwo między t.zw. Sprawą odszkodowań za przymusową i niewolniczą pracę Polaków w III Rzeszy, a sytuacją spadkobierców L.N.Dębickiego. I tu także, zresztą nie z winy USA ale z rozmaitych innych powodów, a zwłaszcza upływu 150 lat, zaistniała trudność ustalenia stanu faktycznego zaszłości i wynikłą stąd niemożność określenia masy spadkowej i jej przynależności do określonych podmiotów roszczeniowych. Źródłem bogactwa przemysłu niemieckiego w czasie II wojny światowej była m.inn. niewolnicza praca przymusowych niewolników. Źródłem bogactwa koncernów naftowych i innych podmiotów prawnych działających obecnie na spornych terenach, była eksploatacja bogactw naturalnych ziemi, która na mocy dekretu władz Teksasu została w 1856 r. przyznana spadkobiercom L.N.Dębickiego. Tak więc dotychczasowi użytkownicy tych terenów zbudowali swe latyfundia na ziemi, która w myśl prawa stanu Teksas nie do nich należała.

I tu właśnie leży klucz do rozwiązania kwestii t.zw.spadku teksaskiego" i punkt nawiązania do Fundacji "Polsko-Niemieckie Pojednanie" Nie wchodząc w szczegóły zasad tworzenia Funduszu P.N.P. Chcę tylko podkreślić fakt, że podstawowym jego założeniem było przyjęcie zasady, że poszczególne represjonowane osoby zrezygnują z dochodzenia swych roszczeń na drodze sądowej i przyjmą zaproponowany im sposób rozwiązania tego konfliktu zalecony przez obie umawiające się strony, tj. przez Polskę i Niemcy (RFN).

W myśl tych założeń oba te państwa przejęły w sposób arbitralny reprezentację obu zwaśnionych stron. Polska- ogół represjonowanych przez III Rzeszę Polaków, a RFN- zatrudniających ich w czasie wojny przedsiębiorstw i innych instytucji byłej III Rzeszy Niemieckiej. Co więcej, obecny rząd RFN poszedł jeszcze dalej, bo uznał swą odpowiedzialność nie tylko za przedsiębiorstwa III Rzesz zatrudniające przymusowych robotników w czasie II wojny światowej,ale także i za te przedsiębiorstwa i instytucja, które takich robotników nie zatrudniały.

Okazało się więc w praktyce, że zastosowany przez Polskę i RFN sposób rozwiązania t.zw. "sprawy odszkodowań za pracę przymusową" okazał sie skuteczny i moim zdaniem może być w pewnym stopniu modelem do rozwiązania także i sprawy t.zw. "spadku teksaskiego".

Jak to sobie wyobrażam? Polska przyjęłaby, podobnie jak w przypadku Funduszu PNP, w sposób arbitralny uprawnienia spadkowe pretendentów do t.zw. "spadku teksaskiego" i w ten sposób stałaby się jedynym podmiotem roszczeniowym w stosunku do USA (Teksas). Podobnie druga strona, tj. USA (Teksas) przejęłaby w swą gestię sprawy przedsiębiorstw i instytucji działających obecnie na terenach nadanych niegdyś spadkobiercom L.N.Dębickiego. W ten sposób USA stałyby się jedynym podmiotem roszczeniowym w/w przedsiębiorstw. Osoby prawne działające na tych spornych terenach, musiałyby podobnie, jak to uczyniły przedsiębiorstwa niemieckie, w jakiś wymierny sposób zadośćuczynić tym wszystkim, którzy roszczą sobie pretensje nie tylko do spornego areału ziemi ( ponad 16 km2), ale także do części przychodu, jaki osiągnęły wymienione instytucje i przedsiębiorstwa z tytułu użytkowania tej ziemi w ubiegłych okresach.

A więc według mojej propozycji, rozwiązanie tej sprawy nastąpiłoby w wyniku porozumienia Polski i Stanu Teksas (USA) bez uciekania się do procesów sądowych. Nie wchodząc w szczegóły tych rozwiązań, które byłyby przecież przedmiotem negocjacji, należy tylko stwierdzić, że w ich wyniku powstałby w USA Fundusz, na który wpływałyby kwoty deklarowane przez poszczególnych dzisiejszych użytkowników tych terenów.

Wynegocjowane w ten sposób kwoty stanowiłyby, w sensie prawnym, formę rekompensaty za ponad 150-letnią eksploatacje gruntów, które z mocy prawa Stanu Teksas, nie zostały dotychczas w sposób ostateczny przysądzone żadnej ze stron tego sporu.. Po stronie polskiej zostałby utworzony rejestr pretendentów do spadku, a następnie po przekazaniu przez USA z w/w Funduszu ekwiwalentnej kwoty rządowi polskiemu, zostałby tam powołany odpowiedni "Fundusz spadkowy im.L.N.Dębickiego", z którego, po odpowiedniej weryfikacji pretendentów, byłyby realizowane poszczególne roszczenia uprawnionych.

Nie przesądzając na tym etapie rozważań ostatecznych form i metod realizacji proponowanego rozwiązania kwestii t.zw. "spadku teksaskiego", bo nie o to w tej chwili chodzi, można jednak ogólnie stwierdzić, że w obecnej sytuacji, byłaby to jedynie możliwa i realna forma rozwiązania tego tak bardzo zagmatwanego problemu i to, jak się wydaje, zadowalająca w stopniu dostatecznym zainteresowane strony tego konfliktu.

Po pierwsze- ewentualni spadkobiercy dochodziliby swych praw w Polsce a skarb państwa zasilałby się sumą podatków w miarę realizacji poszczególnych roszczeń spadkowych.

Po drugie- dla strony amerykańskiej stanowiłoby to ostateczne rozwiązanie tego problemu, bo rząd polski w imieniu potencjalnych spadkobierców odstąpiłby od roszczeń do tego spadku, co w konsekwencji umożliwiłoby dotychczasowym użytkownikom uregulowanie ich sytuacji własnościowej i staliby się pełno prawnymi właścicielami swych działek, które dotychczas użytkują jako dzierżawcy.

Myślę, że mimo upływu tylu lat od zaistnienia sprawy przedmiotowego spadku i powstałych na terenie Teksasu takich czy innych zaszłości i to zdecydowanie na korzyść obywateli USA- to jednak problem tego spadku nadal istnieje, bo żyje w świadomości ludzi i to nie tylko tą sprawą bezpośrednio zainteresowanych.

Wydaje się, ze jest teraz sprzyjająca chwila, aby do tej sprawy powrócić. Przyznane Polakom przywileje (Patent Letter`s), za ich walkę o wyzwolenie Teksasu i przyłączenie go do Stanów Zjednoczonych AP, nie zostały dotychczas zrealizowane. Przyznane im areały ziemi, wraz z ich skarbami są nadal eksploatowane nie przez tych, których Patent Letter`s dotyczyły.

Prezydentem USA jest obecnie George Dablju Bush, były gubernator Teksasu, w Polsce zmieniły się naczelne władze. Są więc pewne podstawy, aby sądzić, że Rząd USA będzie skłonny pochylić się nad t.zw."spadkiem teksaskim" i szukać dróg jego ostatecznego rozwiązania, a Rząd Polski da się przekonać, że ten spadek to nie MIT tylko sprawa, którą należy dogłębnie zbadać i ostatecznie rozwiązać.

Wilhelm Dębicki

Kraków, dnia 22 grudnia 2005 r